poniedziałek

Rozdział 1

"Czasem najgorsze wyjście okazuje się tym najlepszym, ale potem czas mija, Ty stajesz się innym człowiekiem i nagle odzyskujesz wzrok"




Siedziałam skupiając wzrok w jednym punkcie. Ogień. Wokół
siebie słyszałam śmiechy, krzyki, muzykę, ludzi. Ale
nie słyszałam ich dokładnie. Wydawało się jakby byli za 
szklaną szybą. W ciemnej pustce lasu wszystko było kolorowe,
wesołe.. a ja siedziałam skupiona i kompletnie oddalona.
Myślałam nad jednym. Co zrobić? Jak to powiedzieć ? 
Ogólnie beznadziejna sytuacja, a co. Nagle do rzeczywistości
przywróciła mnie moja przyjaciółka, Ann.
- O matko! Chyba właśnie wróciłam z nieba! - opierając się
ręką na moim ramieniu krzyknęła. Choć niepotrzebnie, przecież
stała tuż nade mną, dobrze ją słyszałam. 
Popatrzyłam do góry na rozkojarzoną twarz Ann. Usta miała
czerwone, szminkę rozmazaną, a rude fale w zupełnym nieładzie.
- Kto Cię tak urządził ? - zapytałam przyjaciółki, gdy usiadła
przede mną na trawie. Ta uśmiechnęła się zawadiacko.
- A jak myślisz kochana ? No chyba nie ktoś nieciekawy, nie?
- Zna się na rzeczy - uśmiechnęłam się ledwie zauważalnie.
Ale jednak, to uśmiech. Annabell nie przywiązała większej
wagi do mojego niehumoru. Dalej bawiła się w grę, którą tak
lubiła. Droczenie się.
- A co, wyglądam jak po porządnym seksie? - uniosła brew do
góry i patrzyła na mnie uwodzicielsko.
- Gdybym cię nie znała może i bym powiedziała, że tak, ale 
nie w tym życiu Annabell - machnęłam ręką i przyglądałam jej
się. Wiedziałam, że się oburzy. Taka była.
- A co, niby że ja się mogę seksu z chłopakiem byle jakim
uprawiać ? Tylko ty możesz ?- wstała i podpierając się o biodra
patrzyła na mnie z wyrzutem.
- Nie pieprzę się z chłopakiem byle jakim
- Ani nawet z żadnym chłopakiem. Przecież wiem, że nic nie robicie. 
- Tak? A skąd? - wyraźnie zainteresowała mnie jej wypowiedź.
Choć to moja najlepsza przyjaciółka nigdy nie powiedziałam
jej, że nic nie robimy z Tomasem. Popatrzyłam na nią uważnie.
Chyba do mnie dotarło. 
- Bo my robimy - odpowiedziała pewnie. Spodziewałam się 
tego, ale mimo wszystko byłam w ciężkim szoku. Moja
przyjaciółka pieprzyła się z moim chłopakiem. Nie no, przecież
to normalne - sama siebie ironizowałam z myślach.
Wkułam wzrok w Ann.
- Tak Ashley! To - wskazała na swoją wymęczoną twarz - 
robota twojego chłopaka. Nie pierwszy raz - uśmiechnęła
się wrednie. - Nic nie powiesz? 
- Dlaczego ? - zapytałam ostro. Nie spuszczałam wzroku z jej
oczu. W tym momencie podszedł do nas Tom. 
- Hej laski! - stanął między nami, ale kiedy żadna z nas
się słowem nie odezwała zaczął patrzeć to na jedną to na
drugą. - Co jest ? 
Wypuściłam głośno powietrze z ust. Jebać to - powiedziałam
sobie w głowie. 
- Pytałam właśnie Annie dlaczego się z tobą pierdoli. 
Może masz coś do powiedzenia ? - zmrużonymi oczami patrzyłam
na chłopaka, na jego bezradność. 
- Bo ty tego nie robisz - rzuciła nagle rudowłosa. 
- Ann! - Tom krzyknął wyraźnie zdenerwowany - Daj spokój.
Ashley, kotku, to nie tak jak myślisz ok? To na prawdę nie..
- Ty daj spokój - przerwałam mu i wywróciłam oczami. Starałam
 się wyglądać jakbym miała to w dupie - To nie tak jak myślę?
A więc nie posuwasz mojej przyjaciółki ? 
Uniosłam brwi do góry i patrzyłam na niego. Chłopak milczał.
Po chwili sama się roześmiałam.
- No właśnie - rzuciłam tylko i odeszłam od nich. 
Usiadłam po drugiej stronie ogniska obok Danielle i Chrisa.
- Hej mała, co jest? - ciemnowłosa dziewczyna od razu 
zauważyła, że nie jest mi najweselej. Ścisnęła moją rękę
i uśmiechnęła się pocieszająco. 
- Wiedzieliście ? - zapytałam. 
- O czym ? 
- O Ann i Tommym ? 
- Co z nimi? 
Oboje patrzyli na mnie zdezorientowani. Ok.
- Nieważne. 
Znowu ogarnęła mnie cholerna słabość. Właściwie to cały czas
czułam się słaba. Odkąd straciłam jedyną dobrą osobę.
Odkąd straciłam ją. 
- Hola hola wszyscy! Uwaga! - kolega próbował przekrzyczeć
muzykę. Zabawne, że nie wpadł na to  żeby ją po prostu ściszyć.
Uciszał natomiast wszystkich, a dopiero później włączył pauze
i usiadł z nami przy ognisku. 
- Mam dla was niespodziankę. Wiem jak mnie kochacie, ale
nie obraże sie jak mi to powiedzie jeszcze kilka razy!
Ale poczekajce chwile. - uśmiechnął się podstępnie i po chwili
wyjął z kieszeni kilka kolorowych papierów. 
- A to co? Podpałka do ogniska ? - rzuciła do niego Danielle.
- Nie kochanie. To super tanie bilety do Meksyku dla nas
wszystkich! Jedziemy za tydzień! - krzyknął wyraźnie
podekscytowany . Oczywiście wzbudził u wszystkich euforię. 
Gdy wreszcie towarzystwo się uspokoiło w miarę ja zdecydowałam
się to powiedzieć. 
- Kocham Cię Jerry... ale ja odpadam - rzuciłam chłodnym tonem.
Tom i Ann jednocześnie popatrzyli na mnie. Myśleli że chodzi
o nich. 
- No co ty, dziewczyno. Na ciebie najbardziej liczyłem! 
- Wybacz .. 
"Ej, Ash" "Ashley,co ty?!" "Ashley jak to?" "Hej co jest"
rozległo sie wśród moich przyjaciół. 
- Sory ludziska, nie mogę. Nie będzie mnie już tu..
- Co ty pieprzysz? - Chris patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
Inni zresztą też. Cóż, dwuznaczny tekst. Zwłaszcza w związku
z ostatnimi wydarzeniami mogli go zinterpretować tak a nie
inaczej. 
- Nie róbcie takich min. Po prostu się przeprowadzam. 
- Że co?
- Wyjeżdżam. Do Beverly Hills. Pojutrze. - rzuciłam i 
wzruszyłam ramionami. Nie obchodziły mnie ich reakcje. 
Wstałam i poszłam przed siebie. Nic już tu po mnie.
Więc szłam przez ciemny las desperacko szukając wyjścia
na ulicę, albo jakiegoś światła, ale nagle ktoś złapał mnie
za rękę. Zaczęłam oczywiście piszczeć, no jak inaczej. 
- Uspokój się! - Tom złapał mnie za oba ramiona i spojrzał
w moje oczy. Ale ja spuściłam wzrok na ziemie. 
- Czego chcesz? 
- Nie mówiłaś mi nic. 
- Teraz już powiedziałam, więc..
- Słuchaj, jeśli to chodzi o mnie i o Ann..
- Nie. Nie chodzi o Ciebie i o Ann. 
- Wrócisz? 
- Gdzie? 
- Tutaj. Do San Diego?
- Przeprowadzam się, nie słyszałeś? 
- Na zawsze? 
- Na szczęście. 
- A co z nami? 
- Z nami ? - popatrzyłam na niego pytająco po czym się
bezczelnie roześmiałam - Nie ma już nas. 
- Ashley przecież wiesz, że Annabell nic dla mnie nie znaczy. 
- Tak jak ty dla mnie. 
- Po prostu tak wyjedziesz? 
- Nic mnie tu nie trzyma. - wzruszyłam ramionami i obojętnym
wzrokiem patrzyłam na byłego chłopaka. Widziałam ból na jego
twarzy, ale to dawało mi satysfakcję.Poza tym to  ja powinnam
cierpieć, nie on. To przecież on zdradził. 
- Nie chcę żeby to się tak skończyło, Ash. Ty , ja .. My. 
Wiem , popełniłem błąd, ale..
- Nie. Spierdoliłeś to, Tom. Spierdoliłeś to po całości.
A teraz sam możesz spierdalać. Bo ja już z toba skończyłam.
I wiesz co? Dziękuję Ci. Teraz mi się łatwiej wyjedzie z wiedzą, 
że nie zostaniesz sam, bo zawsze możesz wskoczyć do łóżka
Ann. - uśmiechnęłam się do niego w dziwny sposób. Starałam
się być obojętna i wredna. - Przyjaciele to podstawa. - 
uniosłam oba kciuki do góry, a potem odeszłam. 
W sumie to odbiegłam. 15 minut zajęło mi żeby dobiec do domu.
Natychmiast udałam się do pokoju, nie obyło się naturalnie
bez trzaskania drzwiami. Oparłam się o nie i zsunęłam na dół. 
Teraz do mnie dotarło, że nie mam nic. Bo straciłam wszystko.
Miłość, przyjaźń, a co najważniejsze - siostrę. 
Nie próbowałam nawet powstrzymać łez, po prostu pozwoliłam
im płynąć. Więc płynęły , ciągle i ciągle. 
Ale dotarło do mnie.. Teraz pomysł rodziców o przeprowadzce
nie wydawał się taki najgorszy, jak przedtem . 
Rozejrzałam się po moim pokoju. Był już prawie pusty.
Jedynie na środku stały duże ilości pudeł, a wokół nich
porozpierdzielane rzeczy. Pakowałam je i wypakowywałam
już trzykrotnie. Nie mogłam się po prostu pożegnać z tym
życiem. Teraz.. Teraz zajęło mi jedynie pół godziny żeby to
zrobić. Wystawiłam więc wszystkie pudła za drzwi i usiadłam 
na podłodze pod grzejnikiem. Z oczu dalej mi się lało.
Ale to nie przez to co wydarzyło się na ognisku.
Ogólnie uznałam swoje życie za porażkę. Wpatrywałam we 
fioletową ścianę. Wisiało tam zdjęcie. Jedna rzecz, której
nie spakowałam. Mar patrzyła na mnie rozbawionymi oczami
i uśmiechała się zadziornie jak zawsze. 
- Chciałabym żebyś była tu ze mną - szepnęłam przez łzy
do zdjęcia siostry i schowałam głowę między kolana. 
Usnęłam..

2 komentarze:

  1. cudowne ... ;) bardzo mi się spodobało , jestem ciekawa ciągu dalszego . zapraszam do mnie http://never-give-up-people.blogspot.com/ . pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne,cudowne ,idealne !

    OdpowiedzUsuń