środa

Rozdział 3


"Wszystko ma swoje wady, zalety.."



- Nie widziałem Cię tu wcześniej - zaskoczył mnie nagle 
swoim głosem kiedy ja wryta w ekran uważnie obserwowałam 
napisy końcowe. Właściwie to po prostu się patrzyłam przed
siebie. Odwróciłam jednak głowę w stronę chłopaka.
- Kojarzysz wszystkich w BH ? 
- Tylko tych wartych uwagi. 
- Czy to był komplement? - przekręciłam lekko głowę na bok
i spojrzałam podejrzanym wzrokiem.
Chłopak ukazał szereg ładnych zębów w szerokim uśmiechu. 
Uśmiechał się trochę cwaniacko, ale przez to wydawał się
jeszcze przystojniejszy. 
- No chyba - skomentował krótko i znów salę kinową wypełniła
pustka. Mimo, że film się skończył żadne z nas nie wstało i
nie wyszło. Siedzieliśmy, uśmiechając się do siebie i milcząc.
Nie była to jednak krępująca cisza. Jakoś dziwnie miło mi było
przy nim . 
- Jaki normalny człowiek chodzi rano do kina? - brunet zadał
pytanie jakby sam do siebie. Rozśmieszył mnie jego wyraz 
twarzy, naprawdę. 
- Śmiejesz się ze mną? 
- Słucham ? 
- Zapytałem czy..
- Nie wiem jaki normalny człowiek chodzi rano do kina 
- przerwałam mu i zaczęłam kręcić się w moim fotelu.
- Czemu jesteś rano w kinie? - popatrzyłam w oczy chłopaka
pytającym wzrokiem.
- Pewnie z tego samego powodu co ty. 
- A jaki jest mój powód? 
- No właśnie ? - zapytał. Nie spuszczał ze mnie wzroku. 
Co chwilę jednak przybierał inny wyraz twarzy. Nie, nie
umiałam to rozgryźć. Ale to dobrze.. Był interesującym 
człowiekiem. 
- Samotność - skomentowałam cicho i spuściłam wzrok na moje
buty. Jakie one teraz się wydawały piękne..
- Moje drugie imię . 
- A więc mogę mówić do Ciebie samotność czy jednak
zdecydujesz się przedstawić? - unosząc brwi do góry wyciągnęłam
ręke w jego stronę. On ją chwycił i odpowiedział mi
po prostu powalającym uśmiechem . 
- Jessie 
Jessie . Jessie . Jessie . 
- Jesteś pierwszą osobą, którą tu poznałam Jessie. 
Zaszczyt padł na Ciebie - uniosłam lekko kąciki ust do góry. 
- A nie, przepraszam.. Pierwszy był ten kasjer, który 
sprzedawał mi bilet.. Jak mu tam..
- Mark ? 
- O no ten  - roześmiałam się głośno ale po chwili znów 
uśmiechałam się słodko do chłopaka. W sumie odkąd usiadłam
obok niego uśmiech nie schodził mi z twarzy - Jestem Ashley.
- Czyli nie jestem jednak tak wyjątkowy.. Eh , sad story. 
- chłopak zmarszczył lekko nos i pokręcił głową. 
Nie minęła sekunda a ją uśmiechał się zawadiacko. Wstał i
pochylił się nade mną wyciągając rękę - To co, after party,
Ashley ? 
Patrzyłam na niego niepewnie. Chyba nie bardzo go zrozumiałam.
Na szczęście zaśmiał się wesoło i pociągnął mnie za rękę,
więc automatycznie wstałam i praktycznie wyciągnął z kina.
- Dzień jeszcze młody. Pozwól mi pokazać sobie okolicę. 
Wiesz , jest niedaleko fajny bar z szejkami. Chodź!
- krzyknął wesoło i popędził przed siebie, a ja za nim. 
Po drodze cały czas coś mówił. Chociaż ledwie go słyszałam,
bo był dobry kawałek przede mną, a przechodnie również nigdy
nie milki. Mimo to potakiwałam i śmiałam się z nim.
Nie wiem skąd ten chłopak miał w sobie tyle energii.
W końcu jednak się zatrzymał. Weszliśmy do baru , kupiliśmy
szejki i wyszliśmy stamtąd równie szybko. Jessie chwycił 
moją rękę i ciągnął mnie za sobą. Doszliśmy do parku. 
Było takie fajne miejsce pod ogromnym drzewem, które dawało
równie ogromny cień - to czego właśnie potrzebowaliśmy. 
Mój towarzysz rzucił się na trawę jakby była jakimś 
błogosławieństwem i wypuścił głośno powietrze z ust. 
Kiedy poklepał miejsce obok siebie natychmiast je zajęłam. 
Leżeliśmy więc ramię w ramię, rozmawialiśmy i śmialiśmy się
dobre trzy godziny. Niesamowite jak szybko czas leci. 
A co jeszcze lepsze - jak wtedy można o wszystkim
zapomnieć. Jednak do czasu.. 

Każdy ma swoją historię, tylko nie każdy potrafi ją opowiedzieć i nie każdy zna jej zakończenie..


- Więc jaka jest Twoja historia, królewno ? - zapytał kiedy
opanowaliśmy śmiech. Nawet nie pamiętam z czego dokładnie
się wtedy śmialiśmy. Chyba po prostu mieliśmy dobry humor..
i dobre towarzystwo. 
Przekręciłam się na brzuch i teraz patrzyłam prosto na twarz
chłopaka, który natomiast w skupieniu obserwował niebo. 
- Moja historia ? Coś jak o księżniczce zamkniętej w wieży? 
- A tak się właśnie czujesz ? 
- Nie rozumiem.. 
- Czu czujesz się jak księżniczka zamknięta w wieży?
Pomyślałam chwilę nad jego pytaniem. Sens w bezsensie. 
- Chyba właśnie tak się czuję.. 
- Chcesz mi o tym opowiedzieć? 
- Nie sądzę..
- Jak wolisz  - uśmiechnął się pocieszająco i przeniósł
wzrok na mnie.
- Jaka jest twoja historia ? 
- Skomplikowana - rzucił cicho. Widać było, że również
nie chciał o tym mówić. 
- Więc nie komplikujmy tego bardziej.. 
Patrzył się na mnie. Nic nie odpowiedział. Ale patrzył uważnie.
Wtedy jednak musnął ustami mój policzek i uśmiechnął się
jakby sam do siebie. Ja również się uśmiechnęłam. Również
do siebie. Opadłam na trawę na plecy obok niego i leżeliśmy
w ciszy. Było już ciemno. Niebo było pełne gwiazd. Było
prawie idealnie.. 
- O kurwa - wymsknęło mi się nagle z ust i szybko się podniosłam.
- Co się stało ? - Jessie zdezorientowany usiadł obok mnie
i patrzył na mnie pytającym wzrokiem. 
- Jess.. Ja nie znam drogi do domu. 
Chłopak się roześmiał. 
- Gdzie mieszkasz? 
Zaczęłam intensywnie myśleć, na siłę próbując przypomnieć
sobie adres domu. Za chuja nie byłam w stanie. 
Ale przyszedł mnie do głowy park, przez który przechodziłam.
- Tam, tam na przeciwko tego parku, gdzie jest taka aleja
i taki mostek podobny do tego w Paryżu z kłódkami tylko 
mniejszy i jeszcze... i .. - zaczęłam nerwowo przypominać
sobie tamtą okolicę . Jessie zamiast mnie słuchać w tym
momencie się śmiał. Nie rozumiałam go. 
-Już , już Ash uspokój się. Wiem gdzie to jest - położył
ręce na moich ramionach po czym wstał i pomógł mi się 
podnieść. 
- Naprawdę ? 
- Naprawdę. Mieszkam po drugiej stronie parku, prawie sąsiadko.
- szturchnął mnie lekko łokciem rozbawiony . 
Odetchnęłam z ulgą i pokręciłam głową wesoło. Ruszyliśmy
więc z Jessiem przed siebie po drodze dalej rozmawiając
i śmiejąc się. Jak na pierwszy dzień jest dobrze.
Może jednak nie musiało być tutaj tak źle...


______________________________________________________

No to mamy za sobą 3 rozdział:) Co prawda krótszy i może mniej ciekawszy, ale to jest tylko rozwinięcie fajnej akcji! Także jeśli podoba wam się to wyczekujcie dalej, na pewno będzie lepiej :) Dziękuję za miłe komentarze, chociaż jest ich nie dużo to i tak zawsze to motywacja :* Jeśli macie możliwość reklamowania tego bloga, bardzo o to proszę, może uda się przyciągnąć więcej czytelników.. Na razie to tyle, kolejny rozdział za niedługo, trzymajcie się <3

wtorek

Rozdział 2

"Trochę pojebało mi się w życiu, troszeczkę"


- Ashley! Ashley! 
Słyszałam swój głos gdzieś z oddali. Rozglądałam się na 
wszystkie strony, ale nikogo nie widziałam. Nie musiałam. 
Dobrze znałam ten głos, dobrze wiedziałam do kogo należy. 
- Mar? 
Padły na mnie rażące promienie słońca. Gdzieś pomiędzy nimi
stała Marley i patrzyła się na mnie z politowaniem. 
Po chwili roześmiała się melodyjnie. 
- No w końcu! Myślałam, że mnie nie słyszysz!
- wystawiła mi język jak to ona zwykła robić. 
Patrzyłam się na siostrę w osłupieniu. Jak to.. Przecież to
niemożliwe. Ona.. Jej nie ma! Odeszła! 
- Znowu bijesz się z myślami maleńka? - podeszła do mnie
i pogłaskała mnie po włosach. - Co się dzieje ? 
- Czego Cię tu nie ma? - pękłam. Zaczęłam się trząść i płakać.
Siostra przytuliła mnie. 
- Jestem Ash. Zawsze będę z Tobą. Powiesz mi co się dzieje?
- Wszystko? Wszystko się pojebało.. 
Ty, Tom , Ann.. Oni.. Oni zdradzili mnie. I jeszcze ta wyprowadzka.
Oni każą mi od Ciebie odejść.. nie chcę.. 
- Masz szansę mała. Masz szansę żeby zacząć od nowa. 
Nie zmarnujesz jej, prawda? Przysięgnij. Dla mnie.
- Ale.. 
- Ashley!Ashley! 
Ktoś mną telepał. I to wcale nie leciutko. Wyrwało mnie to ze
snu . Mechanicznie podniosłam głowę do góry i z przymrużonymi
oczami popatrzyłam na matkę. 
- Czego spałaś na podłodze? Dziewczyno, co się dzieje z tobą?
- Sandra Johanson zaczęła lamentować tym swoim pretensjonalnym
tonem. Rozejrzała się po pokoju i znów popatrzyła na mnie.
- Spakowałaś się. Wreszcie. 
- Ta - przetarłam oczy i zaraz po tym zorientowałam się, 
że nie był to dobry pomysł. Teraz miałam czarne wory pod 
oczami. Pokiwałam głową i podniosłam się spod grzejnika.
Stałam na środku pustego pokoju i gibałam się na piętach
. Próbowałam przypomnieć sobie swój sen. Szlak! Nigdy nie pamiętam snów.
Jedyne co miałam w głowie teraz to słowa "Zacznij wszystko
od nowa.Przysięgnij" Czy jakoś tak..
Musiałam mieć dziwną minę, bo matka machnęła mi ręką przed
oczami. 
- Halo! Obudź się wreszcie! 
Wykrzywiłam usta w grymasie i popatrzyłam na nią wyrzutnie.
Nawet nie zaszczyciłam jej słowem. 
- Przestaniesz tak w końcu stać? Pomóż spakować te pudła
do samochodu. Dzisiaj jedziemy! - szamotała się to po moim
pokoju, to po korytarzu. I cały czas mamrotała coś pod nosem. 
Wybiła mnie nagle z równowagi. 
- Zaraz , jak to ? Dzisiaj ? Ale przecież..
- Na co mamy czekać, dziecko? Wszystko już gotowe, nie mamy
tu co robić - Podparła rękoma biodra i kręciła głową patrząc 
na mnie. - Ogarnij się, przebierz , umyj.. Nie stój tak
bezczynnie. 
Ale ja stałam. Stałam i się patrzyłam na nią.
- Nie pożegnacie się? 
- A z czym się mamy żegnać? - obrzuciła mnie niejasnym
spojrzeniem. 
- Raczej z kim.. 
Teraz zrozumiała o co mi chodzi. Na chwilę poszarzała, 
uspokoiła się i przestała kręcić po całym piętrze. 
Ale szybko minęło i znów przybrała ten wielce zajęty wyraz
twarzy. 
- Ashley, nie wracaj do tematu. Już o tym mówiłyśmy, nie chcę
o tym więcej słyszeć. - spojrzała na mnie surowo i zeszła na
dół. Pobiegłam za nią. 
- Nie chcesz słyszeć o swojej własnej córce?! Mamo! Od
pogrzebu nawet tam nie byłaś! Ani ty, ani on! Ona już dla was
nie istnieje?! Nie chcesz przynajmniej ten ostatni raz się
z nią pożegnać? Nie uważasz, że na to zasługuje? - krzyczałam
łamiącym się głosem. Dobijała mnie wręcz obojętność moich
rodziców na to wydarzenie. 
- To twój ojciec, nie jakiś on - rzuciła tylko i zaczęła znosić
z góry resztę pudeł. 
- Tak , unikaj tematu. Chcecie o niej o tak zapomnieć, tak?! 
Wszystko ma po prostu odejść? Chcecie ją tu zostawić?!
- podniosłam głos, co sprawiło że matka wreszcie stanęła i 
się na mnie popatrzyła. 
- Ona tego nie chciała, mamo. 
- Posłuchaj mnie dziecko - mówiła powoli i cicho. Była jednak
zdenerwowana. Było to po niej widać - Ta dziewczyna, która
to zrobiła to nie była moja córka. Nie mam zamiaru iść tam
więcej i sobie o tym przypominać. Nie chcę o tym nawet 
słyszeć. Ani ja , ani ojciec. Rozumiesz? 
W odpowiedzi pokręciłam tylko głową. Do oczu podeszły mi łzy.
Niewyobrażalne jak bardzo bezuczuciowa była moja matka. 
Odwróciłam się więc i odeszłam, bo nie widziałam dalszego 
sensu drążenia tematu. Jasno się określiła. Zmarła córka
nie ma już dla niej żadnego znaczenia. 
Poszłam do mojego pokoju i ostatni raz popatrzyłam na zdjęcie.
Oczywiście się rozpłakałam. Łzy były moją codziennością od
czterech miesięcy. Przywykłam do słabości. Może dlatego że
nie miałam na nią sposobu. Straciłam wszystko, wszystkich.
Trochę mi się pojebało w życiu.. Ale nie chciałam zawieść siostry.
Zacznę wszystko od nowa. Zostawiłam więc zdjęcie i odeszłam. 
Czekała mnie długa droga do nowego życia. 
Pierwszy przystanek : odnaleźć szczęście.



 "Najlepiej nie planuj nic. Nie przewiduj tysiąca możliwości opcji. Daruj sobie myślenie o tym, co będzie. Bo wiesz co? Od życia i tak dostaniesz akurat to, czego kompletnie się nie spodziewasz "




A więc jestem. Ja, Ashley Johanson, w Beverly Hills gdzie mój
nowy dom i nowe wszystko. Przyjechaliśmy wczoraj, mój pokój
stoi piękne zapakowany w pudła na środku nowego pokoju. 
Rodzice chodzą z góry na dół i wszystko układają, wyciągają,
dekorują. Nie wiem nawet czy spali w nocy. Nawet mam to gdzieś.
Nocke zaliczyłam już na łóżku, w które pokój jest zaopatrzony.
Muszę przyznać, że ojciec ładnie to wszystko zrobił. 
Ha, totalnie inaczej niż w naszym dawnym domu. 
Jakby specjalnie chciał żeby nic mu o tym nie przypominało.
Ale przecież oni oboje mieli wyjebane.. 
Wzruszyłam ramionami i wyciągnęłam z torby jakieś ciuchy. 
Nie będę siedzieć z nimi w domu. Realizuję swój plan.
Miałam ochotę się przejść. Ogarnęłam się więc szybko i
zbiegłam na dół. Przechodziłam obok ogromnego lustra więc
zatrzymałam się na moment. Popatrzyłam na odbicie zwykłej,
szarej dziewczyny. Ubranej normalnie, z obojętnym wyrazem
twarzy. Pokręciłam głową. Wróciłam na górę jeszcze raz i 
wygrzebałam coś innego. Przebrałam się i pobiegłam przed 
lustro. Teraz zdecydowanie bardziej mi się podobało. 
Przypominałam kogoś.. Przypominałam Marley. Uśmiechnęłam
się do odbicia i ruszyłam do drzwi. 
- Wychodzę! - krzyknęłam, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi.
To nic, będą dzwonić.Do mnie.. albo na policje. 
Przeszłam przez jakiś park i szłam wzdłuż mnóstwa sklepów
przed siebie, mimo że nie znałam okolicy.
Ogólnie super, świetnie ale nie powiem, że byłam jakoś
wniebowzięta. Wiem, że dla Marley byłby to raj. Sklepy,
mnóstwo słońca i imprezy. Ale ona przecież była tu ze mną..
Poza tym była kompletnie sama. Ojciec i matka mieli przecież
swoje zajęcia, od jutra idą oboje do pracy a ja na ostatnie
dwa tygodnie zostanę całkiem sama. Czemu więc nie robić
czegoś ciekawego? Co odwróci moją uwagę od wszystkiego ? 
Od Toma? Od Ann ? Chociaż nimi to się najmniej chyba teraz
przejmowałam.. 
Moją uwagę nagle przykuł pewien plakat. Plakat filmu dokładnie.
"Przeminęło" Popatrzyłam na telefon. 12 sierpnia.
To dzisiaj..  -przemknęło mi przez myśl. Film, na który 
tak wyczekiwałam. Ja i moja siostra. Gdyby tu była
już byśmy siedziały w sali kinowej, chociaż była dopiero
11 rano. Ale my zawsze chodziłyśmy na seanse poranne,
nie wiedzieć czemu. Stałam więc przed kinem i gapiłam się
 na plakat i na boską twarz Channinga Tatumna na nim. 
Pokręciłam jednak niezauważalnie głową i ruszyłam przed siebie.
Przeszłam niespełna kilka kroków i znów się zatrzymałam.
Odwróciłam się i przez ramię patrzyłam na kino.
Jak to było ? Wszystko od nowa, tak? - Powtarzałam sobie w 
myślach. Wzruszyłam lekko ramionami i bez namysłu weszłam do
środka. Kupiłam bilet i skierowałam się do sali. 
Czułam się dziwnie. Nigdy sama nie byłam kinie. 
Zawsze byłam z Mar. Miałam się już cofnąć. 
Odwrócić, uciec stąd i udać się do parku pod drzewo i się 
rozwyć. I pomyśleć kolejny raz czego mi to zrobiła.. 
Czego tak się stało. Ale wtedy jakby coś mnie w środku
w głowę uderzyło. No, może to było trochę inne uczucie, ale
równie dziwne. Obiecałam, że zostawię to za sobą. 
Weszłam więc szybko do sali kinowej i stanęłam jak wryta. 
Świeciło pustkami. No przecież to nie Oklahoma. W sumie
uśmiechnęłam się do samej siebie. Lepiej będzie jeśli będę
sama, gdy nagle znowu zbierze mi się na wspomnienia. 
Zaczęłam rozglądać się po sali. Wzrok zatrzymał mi się jednak
na jednej osobie.  Chłopaku, ściśle mówiąc. Siedział w ostatnim
rzędzie i przyglądał mi się uważnie. I ja patrzyłam na niego.
Chłopak był niesamowicie przystojny. Właściwie to niewiele
widziałam w ciemnej sali kinowej, ale mimo wszystko. 
Nie ukrywał, że patrzy się na mnie dość intensywnie. 
- Myślałem, że będę sam - rzucił do mnie jakby zawiedzionym
tonem. Podeszłam dwa kroki bliżej. W głowie odbiły mi się
słowa siostry "nie zmarnuj tego". Rzuciłam więc brunetowi
zaskoczony uśmiech i przymrużyłam oczy jakbym przez to miała
lepiej widzieć. 
- Liczyłeś na to? - zapytałam trochę zadziorne się uśmiechając. 
Wtedy jemu błysły oczy i odwzajemnił mój uśmiech w podobny 
sposób.
- Nie 
Bez słowa więc podeszłam i usiadłam obok niego. On również
się nie odezwał. I nie odzywał się już przez cały film..



___________________________________

A więc mamy za nami kolejny rozdział, tak na zachętę dodany na drugi dzień. Jeśli dalej będę kontynuować pisanie, a mam nadzieję, że będę dzięki wam to niestety nie będę dodawać tak często, ale może co dwa lub trzy dni :) Jeśli jest ktoś, kto to czyta i mu się podoba niech da o sobie znać w komentarzach! Może na początku nie jest nie wiadomo jak ciekawie i zachwycająco, ale powoli wszystko się rozwija, jak to zawsze w opowiadaniach, książkach etc. No nic, mam jednak nadzieję, że nie jest źle :) Czekam na opinie.




 

poniedziałek

Rozdział 1

"Czasem najgorsze wyjście okazuje się tym najlepszym, ale potem czas mija, Ty stajesz się innym człowiekiem i nagle odzyskujesz wzrok"




Siedziałam skupiając wzrok w jednym punkcie. Ogień. Wokół
siebie słyszałam śmiechy, krzyki, muzykę, ludzi. Ale
nie słyszałam ich dokładnie. Wydawało się jakby byli za 
szklaną szybą. W ciemnej pustce lasu wszystko było kolorowe,
wesołe.. a ja siedziałam skupiona i kompletnie oddalona.
Myślałam nad jednym. Co zrobić? Jak to powiedzieć ? 
Ogólnie beznadziejna sytuacja, a co. Nagle do rzeczywistości
przywróciła mnie moja przyjaciółka, Ann.
- O matko! Chyba właśnie wróciłam z nieba! - opierając się
ręką na moim ramieniu krzyknęła. Choć niepotrzebnie, przecież
stała tuż nade mną, dobrze ją słyszałam. 
Popatrzyłam do góry na rozkojarzoną twarz Ann. Usta miała
czerwone, szminkę rozmazaną, a rude fale w zupełnym nieładzie.
- Kto Cię tak urządził ? - zapytałam przyjaciółki, gdy usiadła
przede mną na trawie. Ta uśmiechnęła się zawadiacko.
- A jak myślisz kochana ? No chyba nie ktoś nieciekawy, nie?
- Zna się na rzeczy - uśmiechnęłam się ledwie zauważalnie.
Ale jednak, to uśmiech. Annabell nie przywiązała większej
wagi do mojego niehumoru. Dalej bawiła się w grę, którą tak
lubiła. Droczenie się.
- A co, wyglądam jak po porządnym seksie? - uniosła brew do
góry i patrzyła na mnie uwodzicielsko.
- Gdybym cię nie znała może i bym powiedziała, że tak, ale 
nie w tym życiu Annabell - machnęłam ręką i przyglądałam jej
się. Wiedziałam, że się oburzy. Taka była.
- A co, niby że ja się mogę seksu z chłopakiem byle jakim
uprawiać ? Tylko ty możesz ?- wstała i podpierając się o biodra
patrzyła na mnie z wyrzutem.
- Nie pieprzę się z chłopakiem byle jakim
- Ani nawet z żadnym chłopakiem. Przecież wiem, że nic nie robicie. 
- Tak? A skąd? - wyraźnie zainteresowała mnie jej wypowiedź.
Choć to moja najlepsza przyjaciółka nigdy nie powiedziałam
jej, że nic nie robimy z Tomasem. Popatrzyłam na nią uważnie.
Chyba do mnie dotarło. 
- Bo my robimy - odpowiedziała pewnie. Spodziewałam się 
tego, ale mimo wszystko byłam w ciężkim szoku. Moja
przyjaciółka pieprzyła się z moim chłopakiem. Nie no, przecież
to normalne - sama siebie ironizowałam z myślach.
Wkułam wzrok w Ann.
- Tak Ashley! To - wskazała na swoją wymęczoną twarz - 
robota twojego chłopaka. Nie pierwszy raz - uśmiechnęła
się wrednie. - Nic nie powiesz? 
- Dlaczego ? - zapytałam ostro. Nie spuszczałam wzroku z jej
oczu. W tym momencie podszedł do nas Tom. 
- Hej laski! - stanął między nami, ale kiedy żadna z nas
się słowem nie odezwała zaczął patrzeć to na jedną to na
drugą. - Co jest ? 
Wypuściłam głośno powietrze z ust. Jebać to - powiedziałam
sobie w głowie. 
- Pytałam właśnie Annie dlaczego się z tobą pierdoli. 
Może masz coś do powiedzenia ? - zmrużonymi oczami patrzyłam
na chłopaka, na jego bezradność. 
- Bo ty tego nie robisz - rzuciła nagle rudowłosa. 
- Ann! - Tom krzyknął wyraźnie zdenerwowany - Daj spokój.
Ashley, kotku, to nie tak jak myślisz ok? To na prawdę nie..
- Ty daj spokój - przerwałam mu i wywróciłam oczami. Starałam
 się wyglądać jakbym miała to w dupie - To nie tak jak myślę?
A więc nie posuwasz mojej przyjaciółki ? 
Uniosłam brwi do góry i patrzyłam na niego. Chłopak milczał.
Po chwili sama się roześmiałam.
- No właśnie - rzuciłam tylko i odeszłam od nich. 
Usiadłam po drugiej stronie ogniska obok Danielle i Chrisa.
- Hej mała, co jest? - ciemnowłosa dziewczyna od razu 
zauważyła, że nie jest mi najweselej. Ścisnęła moją rękę
i uśmiechnęła się pocieszająco. 
- Wiedzieliście ? - zapytałam. 
- O czym ? 
- O Ann i Tommym ? 
- Co z nimi? 
Oboje patrzyli na mnie zdezorientowani. Ok.
- Nieważne. 
Znowu ogarnęła mnie cholerna słabość. Właściwie to cały czas
czułam się słaba. Odkąd straciłam jedyną dobrą osobę.
Odkąd straciłam ją. 
- Hola hola wszyscy! Uwaga! - kolega próbował przekrzyczeć
muzykę. Zabawne, że nie wpadł na to  żeby ją po prostu ściszyć.
Uciszał natomiast wszystkich, a dopiero później włączył pauze
i usiadł z nami przy ognisku. 
- Mam dla was niespodziankę. Wiem jak mnie kochacie, ale
nie obraże sie jak mi to powiedzie jeszcze kilka razy!
Ale poczekajce chwile. - uśmiechnął się podstępnie i po chwili
wyjął z kieszeni kilka kolorowych papierów. 
- A to co? Podpałka do ogniska ? - rzuciła do niego Danielle.
- Nie kochanie. To super tanie bilety do Meksyku dla nas
wszystkich! Jedziemy za tydzień! - krzyknął wyraźnie
podekscytowany . Oczywiście wzbudził u wszystkich euforię. 
Gdy wreszcie towarzystwo się uspokoiło w miarę ja zdecydowałam
się to powiedzieć. 
- Kocham Cię Jerry... ale ja odpadam - rzuciłam chłodnym tonem.
Tom i Ann jednocześnie popatrzyli na mnie. Myśleli że chodzi
o nich. 
- No co ty, dziewczyno. Na ciebie najbardziej liczyłem! 
- Wybacz .. 
"Ej, Ash" "Ashley,co ty?!" "Ashley jak to?" "Hej co jest"
rozległo sie wśród moich przyjaciół. 
- Sory ludziska, nie mogę. Nie będzie mnie już tu..
- Co ty pieprzysz? - Chris patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
Inni zresztą też. Cóż, dwuznaczny tekst. Zwłaszcza w związku
z ostatnimi wydarzeniami mogli go zinterpretować tak a nie
inaczej. 
- Nie róbcie takich min. Po prostu się przeprowadzam. 
- Że co?
- Wyjeżdżam. Do Beverly Hills. Pojutrze. - rzuciłam i 
wzruszyłam ramionami. Nie obchodziły mnie ich reakcje. 
Wstałam i poszłam przed siebie. Nic już tu po mnie.
Więc szłam przez ciemny las desperacko szukając wyjścia
na ulicę, albo jakiegoś światła, ale nagle ktoś złapał mnie
za rękę. Zaczęłam oczywiście piszczeć, no jak inaczej. 
- Uspokój się! - Tom złapał mnie za oba ramiona i spojrzał
w moje oczy. Ale ja spuściłam wzrok na ziemie. 
- Czego chcesz? 
- Nie mówiłaś mi nic. 
- Teraz już powiedziałam, więc..
- Słuchaj, jeśli to chodzi o mnie i o Ann..
- Nie. Nie chodzi o Ciebie i o Ann. 
- Wrócisz? 
- Gdzie? 
- Tutaj. Do San Diego?
- Przeprowadzam się, nie słyszałeś? 
- Na zawsze? 
- Na szczęście. 
- A co z nami? 
- Z nami ? - popatrzyłam na niego pytająco po czym się
bezczelnie roześmiałam - Nie ma już nas. 
- Ashley przecież wiesz, że Annabell nic dla mnie nie znaczy. 
- Tak jak ty dla mnie. 
- Po prostu tak wyjedziesz? 
- Nic mnie tu nie trzyma. - wzruszyłam ramionami i obojętnym
wzrokiem patrzyłam na byłego chłopaka. Widziałam ból na jego
twarzy, ale to dawało mi satysfakcję.Poza tym to  ja powinnam
cierpieć, nie on. To przecież on zdradził. 
- Nie chcę żeby to się tak skończyło, Ash. Ty , ja .. My. 
Wiem , popełniłem błąd, ale..
- Nie. Spierdoliłeś to, Tom. Spierdoliłeś to po całości.
A teraz sam możesz spierdalać. Bo ja już z toba skończyłam.
I wiesz co? Dziękuję Ci. Teraz mi się łatwiej wyjedzie z wiedzą, 
że nie zostaniesz sam, bo zawsze możesz wskoczyć do łóżka
Ann. - uśmiechnęłam się do niego w dziwny sposób. Starałam
się być obojętna i wredna. - Przyjaciele to podstawa. - 
uniosłam oba kciuki do góry, a potem odeszłam. 
W sumie to odbiegłam. 15 minut zajęło mi żeby dobiec do domu.
Natychmiast udałam się do pokoju, nie obyło się naturalnie
bez trzaskania drzwiami. Oparłam się o nie i zsunęłam na dół. 
Teraz do mnie dotarło, że nie mam nic. Bo straciłam wszystko.
Miłość, przyjaźń, a co najważniejsze - siostrę. 
Nie próbowałam nawet powstrzymać łez, po prostu pozwoliłam
im płynąć. Więc płynęły , ciągle i ciągle. 
Ale dotarło do mnie.. Teraz pomysł rodziców o przeprowadzce
nie wydawał się taki najgorszy, jak przedtem . 
Rozejrzałam się po moim pokoju. Był już prawie pusty.
Jedynie na środku stały duże ilości pudeł, a wokół nich
porozpierdzielane rzeczy. Pakowałam je i wypakowywałam
już trzykrotnie. Nie mogłam się po prostu pożegnać z tym
życiem. Teraz.. Teraz zajęło mi jedynie pół godziny żeby to
zrobić. Wystawiłam więc wszystkie pudła za drzwi i usiadłam 
na podłodze pod grzejnikiem. Z oczu dalej mi się lało.
Ale to nie przez to co wydarzyło się na ognisku.
Ogólnie uznałam swoje życie za porażkę. Wpatrywałam we 
fioletową ścianę. Wisiało tam zdjęcie. Jedna rzecz, której
nie spakowałam. Mar patrzyła na mnie rozbawionymi oczami
i uśmiechała się zadziornie jak zawsze. 
- Chciałabym żebyś była tu ze mną - szepnęłam przez łzy
do zdjęcia siostry i schowałam głowę między kolana. 
Usnęłam..

Przedstawienie postaci


Witam was wszystkich! Nie chcę robić oddzielnej notki, więc połączę powitanie z przedstawieniem postaci :) Więc tak na początek to jestem Gabi i nie lubię mówić o sobie.. Zresztą nie po to tu jesteście żeby mnie poznać, ale po moje opowiadanie. Naszła mnie wena twórcza i zaczęłam nowe, chyba już 20 z kolei, opowiadanie. Tylko, że tym razem myślę, że może z tego wyjść coś na prawdę fajnego.. Oczywiście nie dam rady, jeśli nikt nie będzie tym zainteresowany.. Mam jednak nadzieję, że zwrócę kogoś uwagę.. Pomimo iż to mój początek z blogowaniem. Miałam kiedyś dwa blogi z opowiadaniami na onecie, ale nie wyszło.. A wszystkie kawałki moich bazgrań są na kartach, w zeszytach etc. Ok. Co do dodawania notek, to zależy od was co ile byście chcieli, a ja postaram się spełnić życzenia :) Postaci nie opisuję, każdego powoli poznacie, wszystkich historii się powoli dowiecie.. Wszystko w swoim czasie. No to jedziemy :) 

  •  Ashley Johanson, 16



  •  Shailene Hotty, 17


  •  Harry Reynolds, 17


  •  Jessie Hudson, 17